Do wszystkiego można się przyzwyczaić

Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Jak jest napisane u proroka Izajasza: „oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki”, wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy.

Co tam się właściwie wydarzyło, wtedy – dwa tysiące lat temu, nad Jordanem? Kim właściwie był ten Jan Chrzciciel? Kim byli ci, co do niego nad Jordan przychodzili? I po co tam chodzili? Co tam się tak naprawdę wydarzyło?

Mówią ludzie, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. I chyba to prawda. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. A może inaczej – są tacy, co mogą. Bo są i tacy, co nie mogą. A może nie chcą.

Jak to było choćby w dziejach naszej Ojczyzny. Wtedy, gdy była pod okupacją. Albo wcześniej, pod zaborami. Kiedy Polska zniknęła z map świata, wielu Polaków rozejrzało się wokół, potrząsnęło głowami, powiedzieli – szkoda. Szkoda, że się tak stało, że się nie udało, że już jej nie ma. Szkoda flagi i hymnu, szkoda niezależności, niepodległości… Ale trzeba żyć dalej. Skończyła się Polska, ale świat się nie skończył. I moje życie się nie skończyło. Mam swój dom, swoją rodzinę, swoje interesy. Trzeba żyć dalej. Szkoda, że w urzędzie od tej pory po niemiecku, albo po rosyjsku. Ale trudno. Przyzwyczaimy się. Nauczymy się niemieckiego, nauczymy rosyjskiego, dostosujemy się, będziemy żyć dalej. Wielu tak mówiło, wielu tak żyło.

Ale nie wszyscy. Bo byli i tacy, co się nie przyzwyczaili. Rozejrzeli się wokół siebie, i powiedzieli – nie! Ja tak nie chcę! Mnie się to nie podoba, i ja się na to nie zgadzam! Może i nie potrafię tego zmienić, ale też nie będę tego akceptować. Nie chcę. Wielu było takich, co nie pozwolili, by w ich sercach zgasł płomyk tęsknoty, jakiegoś pragnienia, czy buntu nawet. A z czasem z tych płomieni rodziły się wielkie rzeczy. Mickiewicz, i w „Panu Tadeuszu” piękny opis Polski minionych lat. Pachnący zbożem, rozśpiewany, malowany promieniami letniego słońca. Jakby bajkowy trochę, w sam raz ku pokrzepieniu serc. Sienkiewicz, i pełna bohaterskich czynów i przygód „Trylogia”. Ku pokrzepieniu serc.

I wielu było takich. Nieprzyzwyczajonych, niepogodzonych, zbuntowanych. Wiele serc płonących tęsknotą i żalem. Oni nie chcieli się przyzwyczaić.

Wyglądam przez okno, i patrzę na Polskę dzisiaj – podobna historia. Wielu rozgląda się wokół z niedowierzaniem, pytają – co się stało? Patrzymy na Polskę, na ludzi, na znajomych i sąsiadów, nie możemy ich poznać! Coś się zmieniło bardzo, coś popsuło. Tyle wokół wulgarności. W przestrzeni publicznej słowa, które jeszcze niedawno wypowiadane półgłosem i z zawstydzeniem na twarzy, dziś wykrzykiwane są na całe gardło, z obleśną jakąś dumą. Tyle nienawiści, tyle jadu… Mówią jedni – świat się zmienia, trudno. Może i mi się to nie bardzo podoba, ale cóż ja mogę. W sumie trochę się już osłuchałem, słowa już tak mocno nie rażą. Trochę się opatrzyłem, już nie boli tak bardzo to, co widzę. Jeszcze się osłucham, jeszcze opatrzę, przyzwyczaję się, jakoś to będzie. Trzeba żyć dalej. Świat toczy się dalej. Ale są i tacy, którzy się nie osłuchali. Nie opatrzyli się, nie pogodzili. I nie mają zamiaru się przyzwyczajać.

I wreszcie trzecie spojrzenie – na nasze serca. Na to, co w duszy człowieka się dzieje. I to chyba spojrzenie najważniejsze, bo przecież wszystko, co na świecie, z ludzkiego serca się rodzi. A tam historia ta sama… Pamiętam, jak kiedyś, dawno temu, spowiadałem dzieciaki przed pierwszą Komunią Świętą. Przyszedł taki maluch, i ze łzami w oczach wyznaje – rozdeptałem ślimaka.

Innym razem podchodzi do kraty konfesjonału człowiek dorosły. Wiele już w życiu ślimaków rozdeptał. I ludzi też wielu. I mówi – ja to właściwie grzechów nie mam. No może czasem słowo jakieś nie takie, ale nie zabiłem nikogo, ani nic.
Wrażliwość serca. Ta od Boga dana, w sercu młodym i świeżym. I ta utracona. Bo niejedno już człowiek w życiu widział, niejednego doświadczył. Niejednego ślimaka rozdeptał. Z czasem trzask skorupki pod podeszwą buta przestaje wzruszać. Można to nawet polubić. A na pewno można się przyzwyczaić.

Wróćmy nad Jordan.

Kim byli ci, co tam do Jana przyszli? Otóż Izrael był wtedy pod okupacją. Nieraz się Narodowi Wybranemu takie rzeczy przydarzały. Był kiedyś Egipt, był Babilon, teraz Rzym. I wielu tak pewnie mówiło – w Egipcie żyć się dało, w Babilonie całkiem nieźle, to i pod Rzymem sobie jakoś damy radę. Przyzwyczaimy się. Nauczymy się greki, nauczymy łaciny. Interesy będą się kręcić, damy sobie radę. A że rzymscy żołnierze na ulicach Jerozolimy, no cóż… Życie to nie bajka. Ale się przystosujemy, przyzwyczaimy. Byli jednak i tacy, co w szabat w synagodze słuchali proroctw Izajasza. Co w paschalne święta słuchali opowieści swoich ojców o uwolnieniu z Egiptu. Byli tacy, co patrząc w niebo wołali – ześlij Go! Mesjasza, co wszystko naprawi. Co nas uwolni, jak Mojżesz naszych ojców. Niech przyjdzie nareszcie! I to oni właśnie, ci niepogodzeni, nieprzyzwyczajeni, poszli nad Jordan, gdzie Jan wołał – jest już blisko! Prostujcie ścieżki, przygotujcie drogę, bo nadchodzi! I to oni właśnie, ci nieprzyzwyczajeni, pierwsi zobaczyli Jezusa. Stali się pierwszymi apostołami. Oglądali cuda. Usiedli z Nim do stołu w czasie Ostatniej Wieczerzy. Oglądali pusty Grób. Otrzymali zbawienie.

A jak jest z Tobą?

Otrzymałeś od Boga serce czyste i wrażliwe. Co płacze, kiedy rozdepczesz ślimaka. Kiedyś. A potem było życie, i wiele ślimaków leżało na Twojej drodze. Przyzwyczaiłeś się do trzasku skorupki pod butem? Nauczyłeś się z tym żyć? To znaczy, że nie czekasz. Bo nie ma na kogo, i po co. Bo nie ma problemu. To tylko ślimak. Albo człowiek. Albo tylko cokolwiek. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, i życie toczy się dalej.

Ale może choć jakieś wspomnienia zostały, o Tobie z dawnych czasów? Jak miałeś te kilkanaście lat, i zbuntowany patrzyłeś na brudny, nieuczciwy świat, mówiąc, że Ty taki nigdy nie będziesz? Owszem, nie udało się. Wiele rzeczy się nie udało, wiele ślimaków rozdeptanych… Ale przecież nie przyzwyczaiłeś się, nie tak do końca? Bo przecież pamiętasz…

Może to dobry dzień, żeby dziś zawołać do Niego – rozpal to we mnie na nowo! Tę tęsknotę, ten bunt, to pragnienie! Wiele rzeczy się nie udało, ale jeśli przyjdziesz, to wszystko naprawisz! Mnie naprawisz, i świat naprawisz! To co we mnie, i to co wokół mnie!

Marana tha!

To właśnie jest adwent.

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *