Taki ciekawy teraz mamy czas. Za oknem szaro, smutno, tak trochę schyłkowo. Ciemno. Między ludźmi też ciemno i schyłkowo. A w kościele czytamy Apokalipsę. I chyba właściwie, bo to wszystko tak wygląda, jakby się miało ku końcowi. Jakby świat się rozpadał.
Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby ukazać swym sługom, co musi stać się niebawem, i wysławszy swojego anioła, oznajmił przezeń za pomocą znaków słudze swojemu Janowi. Ten poświadcza, że słowem Bożym i świadectwem Jezusa Chrystusa jest wszystko, co widział. Błogosławiony, który odczytuje i którzy słuchają słów Proroctwa, a strzegą tego, co w nim napisane, bo chwila jest bliska.
Chwila jest bliska… Cóż takiego zatem zobaczył Jan? Co musi się stać, i jak się to wszystko skończy? Poczytajmy zatem. Poszukajmy błogosławieństwa w tych mrocznych czasach.
To mówi Ten, który dzierży w prawicy swej siedem gwiazd, Ten, który się przechadza wśród siedmiu złotych świeczników: „Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to, że złych nie możesz znieść, i że próbie poddałeś tych, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są, i żeś ich uznał za kłamców. Ty masz wytrwałość: i zniosłeś wiele dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij”.
Kiedy czytałem pierwsze słowa tego fragmentu, pomyślałem – to o mnie! Tak pięknie do mnie te słowa pasują. O moim trudzie, i że złych nie mogę znieść, i że bożej prawdy szukam. Tak dzielnie walczę na fejsiku, rozmawiam, przekonuję. I tak dużo zniosłem! Nie raz, i nie dwa zwyzywany, a jednak niezmordowany. Pan widzi takie rzeczy, docenia. To dobrze. Czytam dalej, może będzie więcej pochwał? Pan pobłogosławi za mój trud i wytrwałość. Czytam dalej.
Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij”.
Nawróć się? Pierwsze czyny podejmij? Odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości…
Jak to ze mną było na początku, jaki byłem… Chyba pamiętam, choć to dawno. Biblia w garści, adoracje w ciszy parafialnego kościoła, później seminaryjnej kaplicy. Mniej ludzi, wrzasku, przepychanek. Więcej modlitwy i ciszy. Mniej walki z kimś, o coś… Może tego mi trzeba? Przecież i tak nie przekonam do niczego tych wszystkich rozwrzeszczanych, z obłędem w oczach. Te wszystkie moje słowa, argumenty, tylko ich bawią. Jeszcze bardziej rozjuszają. Oni nie słuchają, tylko wrzeszczą. Nie przekonam ich. Ale może On ich przekona. Może chwila adoracji, czy medytacji Bożego Słowa, więcej dobrego uczyni dla mojego serca, i dla ich serc? Wrócić do pierwotnej miłości. Podjąć pierwsze czyny. Na kolana. I Biblia w garść.
A jak z Tobą? Walczysz dzielnie z dziczą, która zalewa ciemnością, i tą schyłkowością, nasz świat? Odnosisz sukcesy? Ci wrzeszczący, bazgrzący po fasadach kościołów, nawracają się? A potem z wdzięcznością dziękują Ci za to, żeś im oczy otworzył? Nie? To tak jak ze mną.
Uklęknijmy. Pomódlmy się za nich, i za nas. Słuchajmy Jego Słowa. A On sam będzie działał.
A wieczorem, może kolejny fragment Apokalipsy? Razem? Tu, na moim blogu?